sobota, 23 września 2017

BANER JAKUCJA 980X200

Słowa o Broad Peak

grań szczytowa broad peak
Adam Bielecki w dniu ataku, w tle K2


Wczoraj w Centrum Olimpijskim w Warszawie odbyła się konferencja prasowa z udziałem uczestników polskiej zimowej wyprawy na Broad Peak 2013. Krzysztof Wielicki, Adam Bielecki i Artur Małek ze szczegółami opowiedzieli o przebiegu ataku szczytowego, który zakończył się nie tylko wejściem na wierzchołek, ale również zaginięciem dwóch uczestników wyprawy: Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego.

Poniżej prezentujemy oficjalną informację prasową o przebiegu akcji (szare ramki) uzupełnioną o istotne informacje podane podczas konferencji prasowej przez uczestników oraz Artura Hajzera, kierownika projektu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015.

 


Wyprawa odbyła się w ramach programu sportowego „Polski Himalaizm Zimowy 2010 – 2015”. Wszystkie informacje o programie znajdują się na stronie www.polskihimalaizmzimowy.pl, a szczególnie w zakładce „informacje prasowe”.

Wyprawa dokonała pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt Broad Peak 8047 m n.p.m. w Karakorum, Pakistan, w dniu 5 marca 2013 roku.

Do ataku na szczyt zespół himalaistów w składzie Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek wyruszył z obozu IV na wys. 7400 m n.p.m. o świcie 5 marca (godz. 5:15). Na decyzję o godzinie wyjścia wpływ miały bardzo dobre panujące warunki i równie dobra prognoza pogody na najbliższe doby oraz klasyczna zasada mówiąca o tym, że zimą do ataku w nocy się nie wychodzi. Istotne było również to, że poprzedniego dnia himalaiści dotarli do obozu IV późno (wprost z obozu II) i potrzebowali odpowiednią ilość godzin na odpoczynek.

 

Oficjalny schemat przebiegu drogi
schemat oficjalny broad peak 2013


Krzysztof Wielicki: 3 marca czterech wspinaczy doszło do dwójki (obóz II) z bazy bardzo szybko - w 7 godzin. Zwykle to zajmuje 8-9 godzin. Kolejnego dnia (4 marca), w szybkim tempie doszli do czwórki (obóz szturmowy, IV).

Krzysztof Wielicki: Godzinę wyjścia do ataku szczytowego sugerowałem wcześniejszą. Maciek Berbeka sugerował, że za wcześnie nie mogą wyjść, bo mogą się odmrozić, i to grozi tym, że po godzinie czy dwóch zawrócą. Wybrali wariant, że wyjdą później. Wybrali, wydaje się, optymalną godzinę, piątą rano. Co oznacza, że o 2 w nocy trzeba rozpocząć przygotowania do wyjścia. Wyszli o 5.15.

Adam Bielecki: Była długa dyskusja, poprzedniego dnia, o której startujemy. Z jednej strony chcieliśmy mieć jak najwięcej czasu na atak szczytowy, z drugiej strony wiedzieliśmy, że musimy dać swoim organizmom wypocząć. W ciągu dwóch dni pokonaliśmy 2500 metrów przewyższenia. Z naszych rachunków wynikało, że potrzebujemy minimum 5 godzin odpoczynku. To dawało nam godzinę wyjścia 5 rano. Kolejny czynnik – to lęk przed zimnem. Nie chcieliśmy spalić tego ataku szczytowego i wyjść zbyt wcześnie. Wiedzieliśmy, że to jest nasza ostatnia szansa wejścia na szczyt, ostatnie okno pogodowe na tej wyprawie.

W tym czasie Karim Hayyat czekał w obozie II, pozostali dwaj Pakistańczycy w bazie.


W drodze na szczyt pokonano trzy szczeliny, z których najtrudniejszą ubezpieczono liną poręczową. Do przełęczy drogę prowadzili na zmianę Adam Bielecki i Maciej Berbeka. Na przełęcz i grań, na wys. około 7900 m n.p.m. himalaiści weszli o godz. 12:30 w kolejności Bielecki, Berbeka, a potem razem Małek i Kowalski.

 

Po 3 godzinach od wyjścia z obozu IV wspinacze doszli do szczeliny na wysokości około 7700 m n.p.m., w miejscu, które osiągnęli podczas pierwszego ataku szczytowego. Pogoda była dobra, niebo bezchmurne, brak wiatru. Droga od szczeliny do przełęczy zajęła 5 godzin. Napotkano kolejne szczeliny.

Adam Bielecki: Maciek Berbeka rozwinął szybkie tempo do pierwszej szczeliny. Potem były jeszcze dwie szczeliny, które nas zahamowały. Musieliśmy pokonywać je techniką frontalną, z użyciem dwóch czekanów.

Maciej Berberka ubezpieczający wspinającego się Adama Bieleckiego
maciej berbeka pod przełęczą broad peak 2013


Adam Bielecki: Kilka szczelin musieliśmy obejść. To nas spowolniło. Na przełęczy byliśmy o 12.30. Ja, cały czas prowadząc w głowie kalkulacje, czułem, że mamy godzinę, dwie opóźnienia w stosunku do planu. Do przełęczy szliśmy wszyscy razem. Były minimalne odstępy.

 

Zdjęcie wykonane przez Adama Bieleckiego pod przełęczą.
W kolejności wspinają się: Maciej Berbeka, Tomasz Kowalski, Artur Małek
dojście do przelęczy broad peak 2013

 


Himalaistów było czterech, ale z założenia wspinali się oni w dwóch zespołach: Bielecki-Małek, Berbeka-Kowalski. Od przełęczy w górę, z powodu trudności do przedwierzchołka Rocky Summit (8027 m n.p.m.) szli związani liną w dwóch osobnych zespołach. Pierwszy wspinał się zespół Bielecki-Małek.

Od przełęczy osiągniętej o 12:30 do zdobycia szczytu przez pierwszego alpinistę minęło więcej czasu niż zakładał pierwotny plan ataku szczytowego. Było to spowodowane nieprzewidzianymi trudnościami technicznymi przed przedwierzchołkiem Rocky Summit, które jak się okazało latem nie występują.

Na przedwierzchołku Rocky Summit 8027 m n.p.m. wspinacze byli ok. godziny 16.00. Stąd Zarówno Adam Bielecki jak i Maciej Berbeka łączyli się z bazą, z kierownikiem Krzysztofem Wielickim. Podjęli decyzję o kontynuowaniu ataku.

 

Mówi Adam Bielecki


Grań do Rocky Summit miała II-III stopień trudności w skali tatrzańskiej. Według Artura Hajzera latem grań jest przykryta grubą warstwą śniegu, która ułatwia wspinanie. Wspinacze ubezpieczali się na sztywno, potem asekuracja stała się lotna. Na Rocky Summit rozwiązali się – Adam i Artur oraz Maciek i Tomek.

Adam Bielecki: Stamtąd (z Rocky Summit) zaczął się już trochę wyścig na szczyt, bo wiedzieliśmy że jest późno. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli schodzić po nocy.

Krzysztof Wielicki: Adam Bielecki, jak wszedł na Rocky Summit pytał gdzie dalej iść. Powiedziałem: chłopie, tam 20 minut się idzie (do szczytu). A Adam, że daleko. Łączył się ze mną i mówił: mam godzinę do wierzchołka, potem pół godziny, potem 10 minut. Ostatnia łączność była gdzieś za 10 piąta: mam dziesięć minut do wierzchołka.

40 minut później Krzysztof Wielicki rozmawiał z Maciejem Berbeką z radiotelefonu Tomasza Kowalskiego (Maciej Berbeka podobno niechętnie używał urządzeń typu radiotelefon czy telefon komórkowy).

Krzysztof Wielicki: Maciek powiedział: jesteśmy na szczycie. Zapytałem o Artura i Adama. Maciek powiedział, że byli na szczycie i schodzą.


Na szczycie stanęli (czasy zweryfikowane, wcześniej podawano inne):

Adam Bielecki o godz. 17:20
Artur Małek o godz. 17:50
Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski o godz. 18:00


Adam Bielecki na szczycie, w tle K2
adam bielecki na szczycie broad peak 2013

Zdjęcie szczytu wykonane przez Adama Bieleckiego
adam bielecki na szczycie broad peak 2013

Artur Małek na szczycie
artur małek na szczycie broad peak 2013

Zdjęcie szczytu wykonane przez Artura Małka. Warto zwrócić uwagę na różnicę kolorów ze zdjęciem powyżej.
Zdjęcie zostało wykonane przy zachodzącym słońcu
adam bielecki na szczycie broad peak 2013

 


Czwórka himalaistów rozłączyła się już w drodze na szczyt i pomiędzy pierwszym a ostatnim zdobywcą było 40 minut różnicy. Himalaiści schodzili ze szczytu kolejno, zaraz po jego zdobyciu, bez oczekiwania na pozostałych.

Oczekiwanie w warunkach zimowych na tej wysokości nie jest możliwe – grozi wychłodzeniem, hipotermią i innymi następstwami zdrowotnymi. Czekanie powiększałoby niebezpieczeństwo dla całego zespołu. W drodze na szczyt żaden ze wspinaczy nie zgłaszał oznak słabości. Również cofnięcie się pod górę, po wolniejszych towarzyszy w warunkach zimy na wysokości, po kilkunastogodzinnym ataku szczytowym, jest bardzo trudne i niezwykle ryzykowne.

Mimo wydawałoby się późnej pory i wejścia na szczyt przez pierwszego zdobywcę (cel wyprawy osiągnięty - szczyt zdobyty), atak kontynuowano, choć w imię zasady „trzymania się razem” mógłby zostać przerwany. Himalaiści mieli prawo do takiej decyzji – obiektywnie warunki i prognoza były bowiem wyjątkowo sprzyjające.

Temperatura wynosiła od minus 29 do minus 35 (w nocy), było prawie bezwietrznie, całkowicie bezchmurnie, przy pełnej, niezakłóconej widoczności. W tak, jak na zimę, doskonałych warunkach do wspinaczki, szanse powodzenia były ogromne.

 

Artur Małek opowiada o swoim zejściu ze szczytu

 


Niestety, po zdobyciu szczytu u Tomasza Kowalskiego nastąpiło najprawdopodobniej gwałtowne, niepoprzedzone żadnymi objawami wyczerpanie energetyczne i szybkie zmiany patologiczne związane z wysokością i niską temperaturą. Nie był w stanie schodzić. Normalnie godzinny odcinek drogi do przełęczy zajął mu 12 godzin, gdzie przypuszczalnie pozostał.

Z Tomkiem parokrotnie została nawiązana łączność radiowa. Z Maciejem Berbeką od momentu zdobycia szczytu nie było żadnej łączności. Maciej i Tomasz nie schodzili razem, nie jest też jasne, czy choć przez moment przebywali obok siebie. Maciej schodził pierwszy, na odległość wzroku od Tomasza, parę razy był przez niego widziany.

Również w przypadku Macieja Berbeki można przypuszczać, iż doszło do skrajnego wyczerpania energetycznego, w wyniku którego mógł on przy tak dużych trudnościach technicznych wpaść do szczeliny lub spaść w przepaść (w dniu 6 marca w godzinach porannych po ekstremalnie trudnej nocy spędzonej bez jakiegokolwiek sprzętu biwakowego na wysokości około 7700 m, gdzie był widziany ostatni raz).


Od około godziny 16.50 nie było kontaktu z Adamem Bieleckim. Na szczycie, próbując połączyć się z Krzysztofem Wielickim i zakomunikować mu wejście na wierzchołek, Adam Bielecki zorientował się, że jego radio nie działa.

Adam Bielecki: Miałem przestawioną częstotliwość. Próbowałem to zmienić. Nie mogłem tego zrobić. Przerzucało mi po 10 jednostek. Nie wiedziałem dlaczego. Zacząłem się odmrażać. Stwierdziłem, że trzeba schodzić.

Urządzenie udało mu się ustawić na poprawną częstotliwość około godz. 22.10, po zejściu do obozu IV. Jak informował Adam Bielecki przestawione były programowane ustawienia użytkownika.
Maciej Berbeka nie używał radia. Kontakt z Tomaszem Kowalskim, po zdobyciu szczytu o godz. 18, nastąpił godzinę później.

Krzysztof Wielicki: Około 19 pierwszy się zgłosił Tomek: nie widzę Maćka. Nie mogę podejść pod Rocky Summit. To mnie strasznie zaskoczyło. Po godzinie od szczytu, wcześniej nikt nie zgłaszał żadnych problemów, nagle alpinista mówi, że jest słaby, nie może podejść, ma krótki oddech. Zaniepokoiło mnie to bardzo. Motywowałem go, żeby doszedł na Rocky Summit. Przez całą noc odbyłem z Tomkiem 7-8 rozmów. Polegało to na tym, że to ja go wywoływałem.

Krzysztof Wielicki relacjonuje dramatyczną noc i sprowadzanie Tomasza Kowalskiego ze szczytu


Krzysztof Wielicki: Za każdym razem przy łączności z Tomkiem miałem mylne informacje co do Maćka. Raz mówił że go widzi, drugi raz, że go nie widzi. Przynajmniej raz byli razem, przynajmniej tak twierdził Tomek. Była północ. Tomek mówi: że dalej nie pójdzie, że słaby, musi biwakować. Starałem się go odwieść od tej myśli.  Ale on powiedział w liczbie mnogiej: musimy biwakować. To mi nasunęło myśl. Zapytałem: jest Maciek? Tak. Kopiecie jamę? Nie, siedzimy na kamieniu. To daj mi Maćka, chcę z nim rozmawiać. Upłynęło pięć sekund i Tomek mówi: Maciek nie chce gadać… Nie wiem czy był tam Maciek, czy Tomek tak tylko powiedział.

Krzysztof Wielicki: Tomek prawdopodobnie zatrzymał się 20-30 minut ponad przełęczą. A Maciek szedł niżej. Moim zdaniem Maciek nie wrócił po Tomka. Był tak samo wyczerpany. Około godziny 5-6 kucharz zauważył światełko z przełęczy, uznaliśmy, że to jest Maciek.


Adam Bielecki powrócił ze szczytu do obozu IV o godzinie 22:10 (czas zweryfikowany, wcześniej podawano inną porę), a Artur Małek o 2:00 nad ranem. Oboje w czasie zejścia nie łączyli się radiotelefonicznie z powodów technicznych (przestawienie się częstotliwości w radiu Adama, trudności z uruchomieniem radia przez Artura).

Po odpoczynku, jeszcze tej samej nocy Adam Bielecki wyszedł z namiotu w górę naprzeciw Arturowi Małkowi i pozostałym schodzącym. Zdołał wspiąć się w górę zaledwie kilkadziesiąt metrów i musiał zawrócić z powodu wyczerpania fizycznego po zdobyciu szczytu.


Adama Bielecki relacjonuje, że schodząc do obozu IV, poniżej przełęczy, dostrzegł na grani światełka. To go przeraziło, bo wiedział, że o tej porze nikogo już na grani nie powinno być. Musi się dziać coś niedobrego. Adam Bielecki wyjaśniał również, że podczas wejścia i zejścia ze szczytu jego organizm odmówił przyjmowania jedzenia i płynów. Kilkakrotnie wymiotował po spożyciu żeli energetycznych czy napoju.

Artur Małek relacjonuje, że poniżej przełęczy musiał wymienić baterie w swojej czołówce (latarce). Operacja zajęła mu około 40 minut. Miał problemy z wyjęciem baterii z latarki, przy tej operacji złamał nóż, i ponownym wsadzeniem nowych baterii.

W tym czasie Adam Bielecki pozostający w obozie IV obserwował światełko Artura Małka. Dawał mu również sygnały świetlne, tak, aby Małek trafił na namioty obozu IV. W pewnym momencie światło Artura Małka zgasło (w tym czasie wymieniał baterie). Adam Bielecki ubrał się i wyszedł do góry. Zawrócił wkrótce, ze względu na brak sił.

Adam Bielecki: Co krok musiałem robić osiem oddechów.

Artur Małek: Po dojściu do namiotu ze 20 minut leżałem w całym ekwipunku, w rakach, z czekanem w ręce, zanim wróciłem do siebie.


Rano Artur Małek, po odpoczynku, także podjął próbę wyjścia na poszukiwania pozostałej dwójki. Wyposażony w płyny w termosie itp. wyszedł w górę, w stronę przełęczy. Zdołał wspiąć się zaledwie kilkadziesiąt metrów i podobnie jak Adam Bielecki z powodu ogólnej słabości zszedł do obozu IV.

W dniu 6 marca wspinacz pakistański Karim Hayyat wyszedł z obozu II w celu zlustrowania stoków pod przełęczą i kontynuacji poszukiwań. Doszedł aż do szczelin na wysokości około 7700 m. Pomimo bardzo dobrej widoczności nie dostrzegł żadnych śladów Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego.

 

Artur Małek o swoim wyjściu w górę


Krzysztof Wielicki: W nocy zostali wysłani dwaj Pakistańczycy z bazy w górę z tlenem. Karim Hayyat o godzinie 6.30 ruszył w górę z obozu II w kierunku schodzącego (pradopodobnie Macieja Berbeki). Sam doszedł do szczeliny, na 7700 m n.p.m. około godziny 13. Łączyłem się z nim i mówił, że widzi postać, ale gdy wyszedł ponad obóz II, już nie widział tej postaci schodzącej. Godzina 6-7 Maciek zniknął.


Następnego dnia Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki uznał szanse na przeżycie dwójki zaginionych po spędzeniu dwóch nocy bez sprzętu biwakowego w ekstremalnie trudnych warunkach za zerowe.
Wyprawę zakończono 8 marca po południu. Po symbolicznym pożegnaniu i modlitwie za zmarłych rozpoczęto zejście w doliny.

Kwestie medyczne zostały opisane osobno w formie opinii dra n. med. Roberta Szymczaka - specjalisty medycyny ratunkowej i wysokogórskiej, członka komisji medycznej PZA i wybitnego himalaisty.

Szanse użycia helikopterów lub innych środków wspomagających poszukiwania (satelitarny lokalizator GPS) opisano w osobnym materiale dostępnym na stronie programu Polski Himalaizm Zimowy.

Powyższy materiał ma charakter informacyjny, natomiast szczegółowymi analizami i ostateczną oceną całej wyprawy zajmie się specjalna komisja Polskiego Związku Alpinizmu.

Kierownik wyprawy – Krzysztof Wielicki
Adam Bielecki – uczestnik
Artur Małek – uczestnik
Artur Hajzer – koordynator krajowy, kierownik programu PHZ 2010-2015


Artur Hajzer i Krzysztof Wielicki zapowiedzieli, że wszelkie materiały przekażą Polskiemu Związkowi Alpinizmu, aby ten, w ramach swojej statutowej działalności, ocenił przebieg wyprawy.

 

 

7 marca Forum Extremum opublikowało artykuł Broad Peak po polsku, zawierający kalendarium wyprawy, podsumowanie postępów na drodze, a także pięć pytań o przebieg ataku szczytowego. Podczas konferencji prasowej udało się uzyskać odpowiedzi na te pytania.


1. Dlaczego nie udało się ustawić obozu szturmowego w planowanym miejscu, na wysokości 7600 m n.p.m. Stanął on 200 lub 300 metrów niżej (7400-7300 m n.p.m.)? W dniu 17.02 Adam Bielecki i Artur Małek mieli założyć obóz IV we właściwym miejscu (7600 m n.p.m.) jednak nie zrobili tego. Prawdopodobnie na własną rękę podjęli decyzję o zaatakowaniu szczytu. (Z relacji Tomasza Kowalskiego: „Niestety nie łączą się z bazą na umówioną godzinę poprzedniego wieczoru, ani przez cały dzień ataku, co przyprawia kierownika o dodatkowe siwe włosy”).

Ustawienie obozu IV na planowanej wysokości 7600 m n.p.m. (oficjalny schemat wyprawy sprzed wyprawy i z okresu jej trwania) zmniejszyłoby sumę przewyższeń z obozu IV na szczyt i z powrotem o 400 metrów (z 1300 metrów do 900 metrów).

Informacje prasowe wyprawy:

Z 16 lutego


Adam Bielecki i Artur Małek dotarli do C3 i tam spędzą dzisiejszą noc. Maciej Berbeka, Tomek Kowalski i Karim są w C2 i tam zostają na dzisiejszą noc. Amin i Shahin wyszli na rozpoznanie ponad C3 i teraz wracają, ale nie wiadomo jeszcze gdzie będą dzisiaj spali - czy w C3, czy niżej.
Pogoda w ciągu dnia była bardzo zła, co jednak nie przeszkodziło w realizacji założonych na dzisiaj celów - prognozy na jutro pozwalają mieć nadzieję na poprawę pogody.
Plan na jutro to założenie obozu czwartego (Adam i Artur), tak by wyjść z niego w kierunku szczytu 18-go lutego.

 

Z 17 lutego

Pierwszy zespół szturmowy – Adam Bielecki, Artur Małek – zrezygnował z zakładania C4 i zaatakował wprost z C3. Zespół wyszedł dzisiaj o godz. 07.00 i doszedł do wysokości 7820 m n.p.m gdzie zatrzymała ich szczelina. Z powodu trudności z przekroczeniem szczeliny Adam i Artur zdecydowali się na odwrót i zejście do C3. Jest bardzo dobra, bezwietrzna pogoda. Szczyt będzie atakował 18-go drugi zespół – Maciej Berbeka i Tomek Kowalski. Maciek i Tomek mijają C3 i spać będą na biwaku szturmowym na 7400 m.

 

Mówią kolejno: Artur Hajzer, Krzysztof Wielicki, Artur Małek


Forum Extremum: Informacja, że macie 17 lutego postawić obóz IV była nieprawdziwa?
Artur Małek: Nie wiem, może była jakaś zła forma przekazu. Nie chcę dociekać. Ja nawet tej informacji nie czytałem. Mieliśmy postawić czwórkę 16 marca, ale nie doszliśmy do depozytu. Rozstawilismy namiot w trójce i tam nocowaliśmy. Następnego dnia atakowaliśmy szczyt. Był to raczej rekonesans. Była zła pogoda. Schodząc, minęliśmy Maćka dokładnie w depozycie czwórki. To było bardzo dobre miejsce wybrane. Początkowo wydawało mi się za nisko, ale potem stwierdziłem, że kopanie w lodzie platformy pod namiot potrwałoby z półtora dnia. To była wysokość 7400. Tomek Kowalski miał niekalibrowanego (SPOTa – urządzenie do pozycjonowania w technologii GPS) i wszędzie mu pokazywało 100 metrów niżej. Obóz czwarty stanął około 1,5 godziny od obozu III.


2. Dlaczego do ataku szczytowego wyruszyło czterech wspinaczy? W zasadzie wszyscy zaaklimatyzowani na 7000 m n.p.m. (spędzili przynajmniej jedną noc na wysokości 7000 m n.p.m.) uczestnicy wyprawy. Żaden z trzech Pakistańczyków nie spędził nocy na tej wysokości. Żaden ze wspinaczy w dniu ataku szczytowego nie został w odwodzie w obozie III lub IV.

07.03.2013 informowaliśmy:
W komunikacie wyprawy z dnia 1 marca można przeczytać:
"Uczestnicy nie bardzo chcą się dzielić na 2 zespoły. Uważają, że w czwórkę - działając razem mają największe szanse na sukces. W bazie trwa burza mózgów, a spod czapek się dymi. Kierownik ma bardzo trudne zadanie do wykonania".
Dziś w TVN, w programie Fakty o godz. 19 Krzysztof Wielicki, za pośrednictwem telefonu satelitarnego, przyznał, że wolał, by szczyt atakowały dwa zespoły, dzień po dniu. Czterej wspinacze jednak go przegłosowali i postanowili iść razem. Dokładnie wypowiada się: "Koledzy raczej mnie przegłosowali, że tak powiem... I uznali, że wolą iść w czwórkę, bo będzie im szybciej".

Mówi Krzysztof Wielicki


3. Dlaczego 5.03, w dniu ataku szczytowego, nie ustalono godziny odwrotu (nieprzekraczalnej godziny, w której należy przerwać atak), a jeśli taką ustalono, dlaczego wspinacze nie trzymali się ustaleń? Dlaczego wspinacze (najwolniejsi lub wszyscy) nie zawrócili pomimo zapadającego zmroku?

Mówią kolejno: Krzysztof Wielicki, Artur Hajzer, Adam Bielecki


4. Dlaczego najsilniejszy i najszybszy uczestnik ataku, Adam Bielecki (powrót ze szczytu do obozu IV w ciągu 3,5-4 godzin przy braku kontaktu telefonicznego z bazą i przy stabilnej pogodzie), nie zainteresował się losem schodzących za nim trzech wspinaczy?

Mówi Adam Bielecki


5. Dlaczego najsilniejszy i najszybszy uczestnik ataku, Adam Bielecki, w dniu 6.03 nie zaczekał w obozie IV wraz z Arturem Małkiem na zaginioną dwójkę. Adam Bielecki zszedł do bazy o godz. 21.30 w dobrym stanie i bez odmrożeń. Artur Małek, po 8-godzinnym zejściu ze szczytu, pozostał w obozie IV przy stabilnej pogodzie do późnych godzin wieczornych w oczekiwaniu na Macieja Berbekę i Tomasza Kowalskiego.

Mówi Artur Małek

 

opracował: Jakub Karp
zdjęcia wideo: Jakub Czajkowski

 

Drukuj PDF

Książki sportowe i wojskowe