wtorek, 21 listopada 2017

BANER JAKUCJA 980X200

7000 na Dhaulagiri

ponad dwójką Dhaulagiri
Powyżej obozu 2 (fot. Dariusz Załuski/PHZ)

 

Informacja wyprawy z piątku, 10 maja:

Minął miesiąc od dotarcia wyprawy do bazy - to sporo - warunki w tym roku są trudne, pogoda nie dopisuje, jest bardzo śnieżnie. Udało się jednak zakończyć proces aklimatyzacji uczestników przed finalnym atakiem na szczyt. J.Natkański, P.Tomala, R.Cholewa, D.Załuski, T.Styś dotarli dzisiaj do wysokości 7000 m n.p.m.

Jak to się określa w żargonie naszego programu phz - "klepnęli siódemkę" - niezbędne minimum, by myśleć o ataku na ośmiotysięcznik.

Agnieszka Bielecka dotarła do wysokości 7200 m n.p.m. - ponad tzw. "niską trójkę" - w/g jej relacji wyżej jest szklisty lód i w ataku trzeba będzie ten fragment przed wysoką trójką na 7400 m n.p.m. szczególnie dobrze ubezpieczyć linami.

D.Załuski i T.Styś postanowili spędzić dzisiejszą noc na 6900 m n.p.m., a reszta wróciła o 22.00 do bazy.

W bazie jeszcze wczoraj byli Marcin Miotk i Jacek Żyłka Żebracki, ale z/w na złe samopoczucie Jacka dzisiaj, 10 maja, rano oboje opuścili bazę i przez przełęcz Dampus i Francuzów (5600 m n.p.m.) zeszli do Marphy (okolice lotniska Jomosom) i wracają do Polski.

 

Komunikat z soboty, 11 maja. Uszczegółowienie informacji z dnia poprzedniego, o przebiegu działań w ciągu ostatnich kilku dób:

7 maja około godziny drugiej w nocy Darek i Tamara, a następnie około 3 w nocy Piotr, Robert, Marcin, Jacek i Sonam wyszli do obozu pierwszego. Marcin i Jacek po około 4 godzinach dotarli do jedynki i postanowili kontynuować do dwójki. Pozostała część grupy została tego dnia w obozie pierwszym.

8 maja Jurek i Agna wyszli około 3 w nocy do obozu pierwszego i dotarli do niego po około 6 godzinach. Po około dwugodzinnej przerwie postanowili dojść do obozu drugiego jeszcze tego samego dnia.
W tym czasie Piotrek, Robert, Tamara, Darek i Sonam byli już w drodze do obozu drugiego, a Marcin i Jacek wyszli powyżej obozu drugiego.

Około 10 rano, godzinę po wyjściu, Jacek i Marcin zawrócili z wysokości około 6700 m n.p.m. ze względu na pogorszenie stanu zdrowia Jacka i postanowili zejść od razu do bazy.

9 maja Tamara i Darek oraz Piotr, Robert i Sonam wyszli do góry - była to próba odnalezienia depozytu, oraz rekonesans do około 7000 m n.p.m.
Agna i Jurek zostali w c2.

10 (maja) Robert i Sonam zeszli do bazy, a dwa zespoły: Tamara i Darek oraz Piotr, Jurek i Agna wyszły z zamiarem założenia obozu trzeciego na wysokości zależnej od postępu prac przy poręczowaniu.

Nieco po południu istotnie wzmógł się wiatr. W tym czasie Tamara i Darek postanowili rozbić namiot na zastanej gotowej platformie na wysokości około 6900 – 7000 m n.p.m. Ze względu na stale wzmagający się silny wiatr, znajdujący się nieco poniżej zespół Piotra, Jurka i Agny podjął burzliwą dyskusję dotyczącą dalszego planu działania.

W zaistniałej sytuacji istniało duże prawdopodobieństwo, że rozbicie namiotu mogło się nie udać i groziło jego utratą lub uszkodzeniem. Decyzją kierownika było pozostawienie depozytu i powrót do obozu pierwszego.

Agna zostawiwszy plecak na lekko wyszła na rekonesans do wysokości, gdzie kończyły się poręczówki - do wysokości 7200 m n.p.m..

Piotr, Jurek i Agna zeszli jeszcze tego samego dnia do bazy do której dotarli około 21:30, natomiast Tamara i Darek spędzili noc na wysokości około 7000 m n.p.m. i kolejnego dnia - 11 maja - przed południem dotarli bezpiecznie do bazy.

Na dzień dzisiejszy prognozy zapowiadają trzy dni intensywnego opadu i kiepskiej pogody, co uwięzi nas w bazie. Dalsze plany uzależnione będą od prognoz.

Marcin Miotk i Jacek Żebracki ze względu na stan zdrowia Jacka zrezygnowali z dalszego udziału w wyprawie i dnia 10 maja opuścili bazę. Obecnie w bazie sypie grad.

 

Na profilu Polskiego Himalaizmu Zimowego portalu społecznościowego Facebook Marcin Miotk tak skomentował swoją decyzję:

Witam. Dotarliśmy właśnie z Jackiem do Pokhary. Jacek czuje sie znacznie lepiej. Ilość tlenu robi swoje. Aby wyjasnić moje zakończenie wyprawy, zadam pytanie: wspinasz sie miesiąc z partnerem na wyprawie, partner słabnie, czuje, że jest osłabiony i że musi kończyć wyprawę, bo tylko zejście w dół może przywrócić mu siły. Co robisz? Mówisz mu: radź sobie sam? Czy chowasz ambicje szczytowe i pomagasz mu bezpiecznie zejść do cywilizacji? Pytanie na miarę naszych czasów...

Marcin Miotk

 

 

 

Drukuj PDF

Książki sportowe i wojskowe