czwartek, 04 sierpnia 2016

Pokonała ich pustka


To mógł być epokowy wyczyn. Nikt dotychczas nie przemierzył Antarktydy podczas nocy, zimą, od brzegu do brzegu. Ba, nawet nie dotarł do Bieguna Południowego.

Nic dziwnego. Lodowa pustynia ciągnąca się kilka tysięcy kilometrów. Brak szans na ratunek z zewnątrz. Ciemności. Teraz słońce rozświetla mrok nie dłużej niż przez dwie godziny w ciągu doby. Silne wiatry. I chyba najpoważniejsza przeszkoda – mróz.

To właśnie tu, na Antarktydzie, odnotowano najniższą temperaturę na Ziemi – minus 89 st.C. Ale pomiaru tego dokonano w jednym punkcie, na stacji badawczej. Być może są miejsca na białym kontynencie, gdzie temperatury spadają jeszcze niżej, ale nie ma ich kto pomierzyć.

Biorąc pod uwagę niemal stale wiejące wiatry, już przy niezbyt silnych podmuchach (40 km/godz.) i częstej temperaturze oscylującej wokół minus 40 st.C. – odczuwalna temperatura spada poniżej minus 60 st.C. To niemal standard w zimowych miesiącach na tym kontynencie.

Planowana trasa wyprawy



Przemierzenie Antarktydy podczas zimy stanowi jedno z największych sportowo-eksploracyjnych wyzwań stojących przed człowiekiem.

Brytyjczycy postanowili sprostać takiemu wyzwaniu.

Przeczytaj artykuł o starcie wyprawy – pierwszy artykuł opublikowany w Forum Extremum: Antarktyda zimą.

W zasadzie pomysłodawcą był jeden człowiek  – sir Ranulph Fiennes (rocznik 1944). Jeden z największych brytyjskich eksploratorów w historii. Wsławił się ekspedycją trwającą non-stop cztery lata (1979-1982), podczas której zdobył oba bieguny ziemi, przemieszczając się m.in. jeepami (Afryka) czy jachtami (w ramach wyprawy pokonał jachtem pasaż północno-zachodni). W sezonie letnim 1992/93 jako pierwszy człowiek (wraz z Mike’m Stroudem) dokonał trawersu Antarktydy bez składów i zrzutów żywności. W 2003 roku przebiegł siedem maratonów na siedmiu kontynentach w siedem dni.

To on uruchomił ogromną machinę ekspedycyjną. Pozyskał sponsorów, znalazł chętnych na wyprawę, czuwał nad przygotowaniem sprzętu.

Przypomnijmy. Brytyjczycy zamierzali pokonać Antarktydę przy użyciu spychaczy-buldożerów marki Caterpillar. Gąsienicowe pojazdy ciągnęły ogrzewane kabiny – mieszkalną i badawczą, a oprócz tego ponad 100 tysięcy litrów specjalnego paliwa niezamarzającego w temperaturach do minus 70 st.C.

"Lodowy pociąg", czyli spychacz ciągnący kabinę mieszkalną, narzędziownię oraz sanie z paliwem
coldest journey


Zamiar był taki, by przed spychaczami szedł cały czas człowiek, który pokona kontynent na nartach.

6 grudnia ubiegłego roku od pirsu w Londynie odbił statek wiozący cały sprzęt w kierunku Antarktydy. 2 stycznia statek dobił do krawędzi lądolodu i rozpoczął się wyładunek. 4 lutego sześciu śmiałków, uczestników wyprawy, zostało sam na sam z Antarktydą.

Oficjalna data rozpoczęcia trawersu – 21 marca. Początek zimy antarktycznej. Jednak już wcześniej ekipa przetransportowała część sprzętu w głąb lądolodu. Podczas tego krótkiego wypadu Ranulph Fiennes odmroził palce u rąk. Już wcześniej część z nich miał amputowanych po nieudanej solowej wyprawie na Biegun Północny.

Odmrożenia były na tyle poważne, że lider wyprawy musiał się z niej wycofać. W ostatniej chwili, przed zamknięciem sezonu lotów z Antarktydy, odleciał do Wielkiej Brytanii.

Odmrożone palce lidera wyprawy

O kłopotach lidera czytaj w artykułach:
Fiennes się wycofuje
Powrót na wybrzeże


Na lodzie zostało 5 ludzi: Brian Newham, Ian Prickett, Rob Lambert, Richmond Dykes i Spencer Smirl. Gdy ruszyli 21 marca, od razu zrezygnowali z jednego z pierwotnych założeń wyprawy. Nikt przed Caterpillarami nie szedł na nartach.

Potem zaczęły się „schody”. Spychacze nie były w stanie uciągnąć podczepionego do nich sprzętu. Niektóre odcinki trzeba było pokonywać kilka razy, wracając po pozostawiony sprzęt. Szalejące wiatry zasypywały hałdami śniegu sanie z paliwem i same spychacze. Ludzie musieli mozolnie odśnieżać łopatami przy bardzo niskich temperaturach. Sprzęt się psuł. Na silnym mrozie wysiadały podzespoły obu maszyn, mimo systemu ogrzewającego.

Jednak wyprawę dobiła pustka. Czy raczej wiele pustek, które są nieodłącznym elementem każdego lodowca – chodzi oczywiście o szczeliny.

Uczestnicy wyprawy od początku wiedzieli, że szczeliny będą stanowić kłopot. Narciarz ze stosunkowo lekkimi saniami ze sprzętem może „przelecieć” nad nimi po śnieżnych mostach. Liczące po 25 ton Caterpillary potrzebują solidnych mostów śnieżnych.

Zobacz jak wygląda przeprawa przez szczeliny ciężkim sprzętem


Dlatego wyprawa zabrała ze sobą radar do wykrywania pustek w lodzie. Jednak GPR (Ground Penetrating Radar) świetnie się sprawdza tam, gdzie występują duże pojedyncze szczeliny. Co innego w miejscach, gdzie szczelin jest dużo. Dane z radaru wtedy nie bardzo się przydają, są nieczytelne.

Właśnie na takie pola setek szczelin trafili Brytyjczycy. Dzielnie mierzyli się z problemem. Wytyczali zawiłe szlaki między szczelinami, spychaczami usypywali mosty śnieżne, gdzie radar dawał nieczytelny zapis, ruszali w teren i starali się wybadać obecność i wielkość szczelin w każdy dostępny sposób.

Jednak od miesiąca niemal nie ruszyli z miejsca. Przejechanie w ciągu dnia 2 kilometrów było sukcesem. Od startu z wybrzeża, od 21 marca, pokonali zaledwie 313 kilometrów. Do ukończenia trasy pozostało im… 3509 kilometrów.

Wczoraj ogłosili, że przerywają trawers. Ekipa pozostanie jednak w miejscu, w którym się teraz znajduje. 2752 m n.p.m., 313 kilometrów od wybrzeża. I tak przez kilka najbliższych miesięcy nie mogliby wydostać się z kontynentu. Jedyne co im pozostało – to prowadzenie badań naukowych: medycznych, glacjologicznych, meteorologicznych.

Ekipa pozostanie w miejscu przez około pół roku!

Brian Newham, z Antarktydy, komentuje podjętą decyzję


W polskich mediach, nie licząc Forum Extremum, wyprawa nie była opisywana. W mediach brytyjskich – wielokrotnie trafiała na pierwsze strony gazet, była komentowana w głównych wydaniach wiadomości. W środowisku polarnym – wzbudzała kontrowersje.

Przemierzanie kontynentu tak masywnym sprzętem, gdzie drobna usterka techniczna może położyć kres całemu przedsięwzięciu, budziło wątpliwości.

W wywiadzie, jaki Forum Extremum przeprowadziło z sir Ranulphem Fiennesem, podczas jego podróży statkiem w kierunku Antarktydy, zadaliśmy pytanie o tę kwestię.

Oto co odpowiedział:

Pierwotnie zamierzałem wraz z Mike'iem Stroudem zrobić ten trawers korzystając po drodze jedynie ze składów żywności, które samolot zrzuciłby w okresie letnim. Jednak brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych nie zgodziło się na taką wyprawę. Zasugerowali, że musimy mieć wsparcie w postaci pojazdów mechanicznych. Oczywiście, to stwarza komplikacje, ale nie mieliśmy wyjścia.


Przeczytaj cały wywiad z sir Ranulphem Fiennesem: Boję się o spawy.

Kwestia dotarcia do Bieguna Południowego czy też trawersu Antarktydy podczas zimy pozostaje otwarta. Dzięki niepowodzeniu Brytyjczyków kolejni śmiałkowie zdobyli istotną wiedzę. Ciężki sprzęt? Ogrzewane kabiny mieszkalne? Spychacze? Nie tędy droga.

 

autor: Jakub Karp

 

 

Drukuj PDF