czwartek, 04 sierpnia 2016

Biegun i zasady gry


Geoff Wilson wraz z różowymi piersiami na Biegunie Południowym (fot. www.5thelementexpeditions.com)


Do Bieguna Południowego w ostatnich dniach dotarły wyprawy z dwóch przeciwległych krańców Antarktydy.

 

Od stacji Nowołazarewskaja

 
Australijczyk Geoff Wilson wyruszył z rosyjskiej stacji polarnej Nowołazarewskaja 12 listopada.

O jego wyprawie czytaj w artykułach:
Tłum na biegun
Z piersiami na biegun

Przez całą trasę ciągnął na sankach wielką plastikową różową atrapę plastikowych piersi. Po to, by zwrócić uwagę i zebrać środki na fundację walczącą z rakiem.

Geoff Wilson posiłkował się w trakcie marszu kite’m. Dzięki niemu w niektóre dni pokonywał nawet 100 kilometrów.

Wczoraj, 27 grudnia, dotarł do Bieguna Południowego. Po 44 dniach, po pokonaniu 2280 kilometrów.

Ale to nie koniec przygody. Polarnik zamierza teraz wyruszyć w kierunku wybrzeża Antarktydy do Hercules Inlet, oddalonego od jego aktualnej pozycji o 1131 kilometrów. Jeśli Geoffowi Wilsonowi się uda – domknie pełen trawers kontynentu.

 

Od Lodowca Szelfowego Rossa


Niebieska linia - trasa Parkera Liautauda


Dzień wcześniej niż Australijczyk, 26 grudnia, do bieguna doszli Brytyjczycy – Ben Saunders i Tarka L’Herpiniere. Marsz od stacji Scotta zajął im 63 dni.

Przypomnijmy. Brytyjscy polarnicy chcą jako pierwsi dokonać pełnego przejścia historyczną trasą Roberta F. Scotta z sezonu 1911/12. Od legendarnej próby wielkiego polarnika, podczas której zginął wraz ze swymi towarzyszami, nikt nie pokusił się o przejście tego szlaku.

O wyprawie  Brytyjczyków czytaj w artykułach:
Tłum na biegun
Trasą Scotta

Polarnicy po dotarciu na biegun byli zaskoczeni jego wyglądem – jakże odmienionym od czasów Scotta. Zamiast lodowego pustkowia – wiele zabudowań, porzuconych cystern na paliwo, kilometry kabli wijących się po lodzie.

Ben Saunders i Tarka L’Herpiniere do bieguna dotarli w ciągu 63 dni, pokonując ponad 1500 kilometrów. W odróżnieniu od Geoffa Wilsona nie korzystają z żadnego wsparcia. Ciągną cały sprzęt ze sobą siłą własnych mięśni. Po drodze zostawili kilka depozytów. Dziś wyruszyli w drogę powrotną, do wybrzeża.

Dwa dni wcześniej, 24 grudnia, do bieguna dotarł inny Brytyjczyk – Parker Liautaud.

O wyprawie czytaj w artykułach:
Tłum na biegun

Szybcy i młodzi

Strona internetowa wyprawy oraz materiały prasowe głoszą, że 19-latek Parker Liautaud ustanowił nowy rekord szybkości w dotarciu do Bieguna Południowego. Od krawędzi kontynentu do bieguna doszedł w ciągu 18 dni.

Dotychczas najszybciej dokonał tego Norweg Hristian Eide. 13 stycznia 2011 roku dotarł samotnie do bieguna, ciągnąc cały swój sprzęt i nie korzystając ze zrzutów. Doszedł po 24 dniach, godzinie i 13 minutach od wyruszenia z miejsca nazywanego Hercules Inlet (najczęstszy punkt startu wypraw w kierunku bieguna). Droga, którą pokonał, liczyła 1131 kilometrów.

Parker Liautaud nie dość, że szedł w asyście samochodu, to na dodatek był prowadzony przez przewodnika. A trasa jaką pokonał to 506 kilometrów – najkrótsza możliwa od krawędzi kontynentu do bieguna.

KOMENTARZ


Przy tej okazji warto wspomnieć o „zasadach gry” – niespisanych, jednak uznawanych powszechnie przez środowisko polarne. A odnoszą się one do powagi przedsięwzięcia.

Pierwsze wyprawy polarne miały charakter naukowy – napędzały je odkrycia geograficzne. Choć zapewne i tu znaczenie miał element sportowy: kto będzie pierwszy. Wystarczy wspomnieć rywalizację w drodze do Bieguna Południowego między Amundsenem i Scottem.

Współcześnie wyprawy polarne napędzane są prywatnymi ambicjami – chęcią sprawdzenia się, fascynacją lodowymi pustkowiami, ale również ogromną wagę odgrywają elementy sportowe. Kto pierwszy, kto dłużej, dalej, kto szybciej.

Uczestnicy większości wypraw antarktycznych chcą dotrzeć do Bieguna Południowego – jednak liczy się styl. Do bieguna można dotrzeć samolotem – to nie jest zbyt ambitne przedsięwzięcie i trudno uznać, że osoba, która wysiadła na biegunie z samolotu, brała udział w poważnej ekspedycji polarnej.

Z kolei słysząc o kimś, kto sam, siłą własnych mięśni, bez wsparcia (w postaci psiego zaprzęgu czy kite’a), bez asysty (choćby skutera śnieżnego jadącego przez całą drogę obok) przetrawersował kontynent od brzegu do brzegu – zdajemy sobie sprawę z powagi (trudności) takiego przedsięwzięcia.

Oczywiście można wyruszyć do bieguna i za nic mieć aspekt sportowy. Kto jednak zamierza swoją wyprawę określać w kategoriach „naj” (pierwszy, najszybszy, najdłuższy itp.), powinien respektować niepisane „reguły gry”, które wyrażają powagę (trudność) przedsięwzięcia.

Najtrudniejszy wydaje się trawers kontynentu – w pojedynkę (solowo), bez zrzutów, wsparcia w postaci psiego zaprzęgu czy kite’a lub spadochronu.

Dotychczas nikt takiego trawersu nie dokonał.

Kolejne pod względem powagi wyzwanie to solowy marsz na biegun i z powrotem. Znów bez wsparcia i asysty. Takiemu wyzwaniu łatwiej sprostać niż trawersowi, bo po drodze można zdeponować część sprzętu i żywności.

W sezonie 2011/12 jako pierwszy i na razie jedyny takiego wyczynu dokonał Norweg Aleksander Gamme.

Za takimi wyzwaniami stoją kolejne „konkurencje”: ekspedycje więcej niż jednej osoby, z określonych punktów (bliżej lub dalej położonych od bieguna), z kite’ami, z psimi zaprzęgami, zmotoryzowane.

A to tylko „konkurencje” letnie. Bo jeśli chodzi o zimę, to w tym roku, podczas nocy antarktycznej, w pełni zmechanizowana wyprawa brytyjska próbowała dotrzeć do Bieguna Południowego i na próbie się skończyło.

W tym kontekście rozgłaszanie przez Parkera Liautauda i jego team pobicia rekordu szybkości jest nie tylko nieporozumieniem, ale wręcz fałszowaniem faktów. To nawet nie kwestia asysty samochodowej. Liautaud startował z całkowicie innego miejsca niż Hristian Eide – leżącego o 700 kilometrów bliżej bieguna.

Parker Liautaud ustanowił rekord własnej trasy – najkrótszej możliwej. A biorąc pod uwagę fakt, że 506 kilometrów pokonał w 18 dni, jego średnia dzienna to 28 kilometrów. Niezbyt wysoka, jak na antarktyczny rekord szybkości. Eide trasę liczącą 1131 kilometrów pokonał z dzienną średnią liczącą 47 kilometrów.

Biorąc pod uwagę tak niską średnią dzienną Liautauda (niską dla doświadczonych polarników), nie byłoby dużym wyzwaniem ustanowienie nowego rekordu na tej trasie. Tylko czy ktoś połakomi się o palmę pierwszeństwa na tak mało ambitnej, bo najkrótszej, trasie?

 

autor: Jakub Karp

 

Drukuj PDF